Kalendarz nie kłamie - do Bożego Narodzenia zostały mniej niż trzy tygodnie, co oznacza, że na poszukiwanie idealnych prezentów dla naszych bliskich nie mamy już wcale zbyt wiele czasu. Nie wiem jak jest z tym w waszym przypadku, ale dla mnie poszukiwanie prezentów (jakichkolwiek, nie tylko bożonarodzeniowych!) jest zazwyczaj niezwykle stresującym zajęciem. Wolę prezenty, co do których mam pewność, że obdarowanemu sprawią faktyczną radość, a gdy ktoś powie mi wprost, o czym marzy, w ogóle jestem w siódmym niebie.

Nie odkryję jednak Ameryki gdy przyznam, że nie raz i nie dwa, gdy w głowie miałam kompletną pustkę, sytuację uratowały mi książki. Jako prezent są idealne same w sobie i trzeba się naprawdę mocno postarać, żeby książkowy prezent się nie udał. Chociaż wiecie, coś typu "Sto dań z wołowiny" dla weganina to mimo wszystko nie jest najlepszy pomysł, dlatego zawsze polecam rozeznać się, jakie kto ma literackie gusta i co lubi.

Wspólnie z internetową księgarnią Gandalf przygotowałam dziś dla was małą ściągawkę, która być może uratuje was w tym roku z prezentowej opresji. Jeśli nie wiecie, co podarować swoim bliskim, albo szukacie jakiegoś dodatkowego prezentu, który stanowiłby wisienkę na torcie do głównego upominku, śmiało skorzystajcie z poniższej listy.

Uwaga: wybór jest subiektywny, a książki opisane jako idealne dla dziewczyny czy chłopaka, mogą równie dobrze sprawdzić się jako prezent dla babci lub młodszego brata.

* Coś wzruszającego - Kristin Hannah, Słowik
Mocno wierzę w opinie ludzi, a Słowik opinie ma naprawdę zachęcające. To książka, która wzruszy i dostarczy czytającemu ogromu intensywnych wrażeń. Jeżeli znasz kogoś, kto uwielbia naszpikowaną emocjami literaturę, ta powieść będzie idealna dla niego.

Dla kogo? Dla dziewczyny / mamy / babci

Kupisz ją TUTAJ


* Coś inspirującego - Ashlee Vance, Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesla, SpaceX

Jeżeli wśród Twoich bliskich znajduje się pasjonat nowych technologii, biografia Elona Muska będzie strzałem w dziesiątkę. Jest nie-sa-mo-wi-ta! Wiem, co sama czytałam.

Dla kogo? Dla chłopaka / narzeczonego / męża / brata / przyjaciela

Kupisz ją TUTAJ


* Coś dla fana Gwiezdnych Wojen - Brian Jay Jones, George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia

Jeżeli znasz kogoś, kto ma absolutnego bzika na punkcie Gwiezdnych Wojen, biografia George'a Lucasa na pewno przypadnie mu do gustu. W końcu gdyby nie Lucas, nie byłoby Luke'a Skywalkera, Dartha Vadera i reszty.

Dla kogo? Chłopaka / męża / taty / brata / przyjaciela

Kupisz ją TUTAJ


* Coś trzymającego w napięciu - Remigiusz Mróz, Behawiorysta

Umówmy się co do jednego - Mróz to zawsze dobry wybór. Nie wiem, jak on to robi, ale każda jego książka to bestseller. Prezent bez pudła.


Dla kogo? Mamy lub taty / dziewczyny lub chłopaka / siostry lub brata / przyjaciółki lub przyjaciela

Kupisz ją TUTAJ


* Coś zmysłowego - Colleen Hoover, Ugly Love

Czy może być coś bardziej seksownego niż sytuacja, gdy młoda pielęgniarka poznaje przystojnego pilota? Pewnie może, ale nie zmienia to faktu, że historia Tate i Milesa jest gorrrrrrąca i trudno się od niej oderwać.


Dla kogo? Siostry / przyjaciółki

Kupisz ją TUTAJ


* Coś fantastycznego - George R.R. Martin, Gra o tron (edycja ilustrowana)

Prawdopodobnie gdzieś na świecie są ludzie, którzy nie czytali jeszcze Gry o tron. Jeżeli macie takich wśród swoich bliskich lub jeżeli ktoś z waszego otoczenia doskonale wie, co znaczy "jarać się jak flota Stannisa", edycja ilustrowana Gry o tron będzie prezentem idealnym. Jest prześliczna! Wiem, bo oglądałam.

Dla kogo? Siostry lub brata / chłopaka lub dziewczyny / przyjaciółki lub przyjaciela

Kupisz ją TUTAJ


* Coś obyczajowego - Nicholas Sparks, Spójrz na mnie

Wielbicielki Nicholasa Sparksa nie będą tą książką zawiedzione. Historia trudnego faceta i obiecującej prawniczki, która otrzymuje dziwne i przerażające wiadomości od tajemniczego prześladowcy sprawia, że trudno się od niej oderwać.

Dla kogo? Mamy / dziewczyny / żony / przyjaciółki

Kupisz ją TUTAJ



Po więcej inspiracji zapraszam na:


http://www.gandalf.com.pl/ksiazki/

Mijałam się z biografią Elona Muska przez kilka ostatnich miesięcy. Widziałam ją na Facebooku na tablicach zafascynowanych nią znajomych, wyświetlała mi się
w internetowych księgarniach i kusiła promocjami. „Kiedyś przeczytam” – myślałam sobie, odkładając tę decyzję na bliżej nieokreśloną przyszłość, która równie dobrze mogła oznaczać przyszły miesiąc, albo przyszłe dziesięciolecie.


A potem pojawiła się akcja „Czytam PL” i możliwość, żeby biografię Muska przeczytać bezpłatnie,
w ramach akcji promującej czytanie. Nie trzeba specjalnie zachęcać mnie ani do jednego, ani do drugiego, więc wystarczyło parę chwil i książka trafiła w moje ręce… a właściwie do mojego smartfona. 

I przepadłam. To była miłość od pierwszego zdania. Uwielbiam, kocham inspirujących ludzi, a Elon Musk to absolutny geniusz i wizjoner, człowiek pełen autentycznej pasji, którą Ashlee Vance uchwycił i ukazał
w tak niesamowity sposób, że brakuje mi słów, żeby wyrazić swój podziw. Śmiem nawet podejrzewać, że gdyby Musk stanął przede mną, po prostu stałabym i gapiła się na niego, nie otworzywszy ust, bo paraliżowałby mnie strach, że powiem coś skrajnie głupiego i skompromituję się na amen. No cóż, pewnie tak właśnie by było. 

Biografię Muska czyta się wybornie, jest świetnie napisana i niezmiernie interesująca, a co najważniejsze, skupia się przede wszystkim na tym, co jest dla mnie najistotniejsze, czyli na jego talencie, marzeniach
i celach, które każdego dnia udaje mu się urzeczywistniać. Zupełnie nie obchodzi mnie jego życie prywatne Muska, jego żony, dzieci i wstydliwe momenty, które każdy z nas ma na swoim koncie,
a o których wielu ludzi uwielbia czytać, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi tego kalibru. Nie mają żadnego znaczenia, bo dla mnie bohater tej książki to przede wszystkim geniusz i wizjoner, człowiek o olbrzymiej, niepowstrzymanej ambicji i determinacji, która fascynuje, inspiruje i napędza do działania. Dla mnie rewelacja i absolutne mistrzostwo świata.

Tytuł oryginału: Elon Musk - Tesla, SpaceX, and the Quest for a Fantastic Future
Liczba stron: 448

Wydawnictwo: Znak

Ocena (1-10): 9 - wybitna
Pieśń Dawida mnie zdruzgotała. Wzruszyła do łez, emocjonalnie wytargała i sprawiła, że zaparło mi dech. Zdecydowanie nic nie jest w niej zwyczajne i właśnie to stanowi o jej wielkiej sile.

Głównym bohaterem tej książki jest Dawid, dwudziestosześcioletni zawodnik mieszanych sztuk walki, mężczyzna, którego dotychczasowe życie nie było ani zbyt proste, ani zbyt przyjemne. Zabójstwo jego siostry z rąk osoby, której nigdy w życiu by o to nie podejrzewano, a także jego pobyt w szpitalu psychiatrycznym po nieudanych próbach samobójczych – wszystko to złożyło się na aktualny obraz Dawida jako człowieka dorosłego, nieco zagubionego i próbującego poradzić sobie z samym sobą poprzez ratowanie innych. Kiedy Dawid poznaje Amelie, dopiero co zatrudnioną w jego klubie tancerkę, cały jego świat nagle staje w miejscu. Dziewczyna okazuje się być niewidoma i szybko wychodzi na jaw, że samotnie wychowuje swojego młodszego, chorego na autyzm brata. Bóg raczy wiedzieć, co może z tego wszystkiego wyniknąć.

Wiele tu wzruszeń i wiele powodów do refleksji nad sobą, nad innymi, nad związkami międzyludzkimi i własnym podejściem do całego ogromu różnych kwestii. To dobrze, jeśli książka każe na chwilę się zatrzymać. To dobrze, jeśli rzuca czytelnikiem na wszystkie strony, od euforii, aż po wielki smutek. W Pieśni Dawida jest wszystko to, czego oczekuję od dobrej powieści obyczajowej.

Tytuł oryginału: The song of David
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Editio

Ocena (1-10): 7 - bardzo dobra
Niesamowita - wystarczyłoby tylko jedno słowo, żeby podsumować historię, o której w swojej książce Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio napisał Misha Glenny, brytyjski dziennikarz kryminalny. 

W ciągu ostatnich wielu lat czytałam o wielu zorganizowanych grupach przestępczych na świecie - o włoskiej mafii, japońskiej yakuzie, czy chińskiej triadzie, ale żadna nie była dla mnie tak egzotyczna jak ta z Rocinhi, jednej z faweli w Rio de Janeiro, która stała się tłem historii Glenny'ego. Główny bohater tej opowieści to Antônio Francisco Bonfim Lopes, zwany Nem. Człowiek, który do grupy przestępczej trafił przypadkiem, tylko po to, żeby uratować od śmierci swoją córkę, a jednak został w niej już na stałe.

Nemezis... to też historia tętniącej życiem faweli, której mieszkańcy jeszcze nie tak dawno temu na próżno mogli liczyć na pomoc od państwa. Gdzie grupy narkotykowych bossów walczyły między sobą o władze i nie raz, i nie dwa ulice spływały krwią niewinnych, których trafiły zbłąkane kule. Reportaż Glenny'ego fascynuje. Fascynuje też sam Nem i zupełnie nic nie można na to poradzić. Zamiast odstręczać, sprawia, że w oczach czytelnika staje się aniołem stróżem faweli, do którego przychodzili po pomoc jej zdesperowani mieszkańcy, nie mogący liczyć na nikogo innego.

Ta książka to kolejna doskonała pozycja Wydawnictwa Czarne, którą wielbiciele literatury faktu zdecydowanie powinni mieć na swojej półce. Daję jej mocne 7/10.  

Tytuł oryginału: Nemesis: The Battle For Brazil
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Czarne

Ocena (1-10): 7 - bardzo dobra
W trzeciej odsłonie cyklu Co czytasz, blogerze?, rozmawiam z Martą, autorką bloga matkaniewariatka.pl, która udowadnia, że literatura young adult odpowiada nie tylko nastoletnim i wchodzącym w dorosłość dziewczętom, ale może sprawiać mnóstwo przyjemności również kobietom, które swoje osiemnaste urodziny świętowały już trzynastokrotnie... ;)  

Młode matki, które przed narodzinami swojego dziecka miały wiele czasu na czytanie, po jego narodzeniu narzekają na brak tego czasu. Ty jesteś mamą bliźniaków - jak godzisz tę rolę
i wynikające z niej obowiązki z miłością do książek?


Przez pierwszy rok życia chłopców nie czytałam prawie nic poza ulotkami z marketów. To był trudny okres w naszym życiu i nie miałam w ogóle głowy do książek. Chłopcy mieli niecały rok, gdy przyjechała moja przyjaciółka i wręczyła mi książkę Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego Joanny Czeczot-Woźniczko. Byłam zła, bo nie miałam czas na czytanie, ale jak zaczęłam, to zarwałam noc. Tzn. te pojedyncze godziny, które zwykle mogłam poświecić na sen. Jednak to był cenny czas, bo wtedy narodziła się idea pisania bloga. Później powoli wracałam do czytania. Wykorzystywałam moment, gdy dzieci spały albo ktoś zabrał ich na spacer. Większość matek twierdzi, że nie ma czasu na czytanie, bo wtedy gdy dziecko daje "wolne", one sprzątają, gotują lub piorą. Ja miałam silną potrzebę czasu tylko dla siebie, czułam, że jak będę na okrągło szorowała dom albo podcierała pupki to zwariuję. Dlatego czas, gdy dzieci spały, poświęciłam tylko sobie. Najczęściej właśnie na czytanie. Teraz bliźniaki mają już 4,5 roku, więc czytam swobodnie wszędzie, gdzie się da, oczywiście wtedy, gdy dzieciaki mnie nie potrzebują. Oni się bawią, ja czytam. Oni oglądają bajkę, ja czytam. Oni wieczorem śpią, ja czytam. Czasami jak mam dobrą książkę, potrafię też czytać smażąc naleśniki.

Jakie książki zatem czytujesz? Czy jest jakiś gatunek, w którym czujesz się najlepiej?

Najczęściej sięgam po powieści obyczajowe. Uwielbiam klasykę - Jane Austen to moja literacka bogini. Cenię polskich autorów - Janusz L. Wiśniewski, Agnieszka Lingas-Łoniewska, Anna Ficner-Ogonowska, Olga Rudnicka, Magdalena Witkiewicz, to tylko niewielka część tych, których lubię czytać! Raczej wybieram książki, które pozwalają mi się zrelaksować i "odpłynąć" do świata,
w którym wszystko zawsze dobrze się kończy. Sporadycznie sięgam po trudniejszą tematykę. Ostatnio rozkochałam się też w gatunku young adult. Ale dla kontrastu równie często czytam poradniki psychologiczne i pedagogiczne.


Zatrzymajmy się na chwilę przy young adult - dlaczego właśnie ten gatunek?

Sama się czasami nad tym zastanawiam. Chyba powinnam być już za stara na taką literaturę. Całe szczęście nie przejmuję się stereotypami i pozwalam sobie czerpać wielką radość z czytania tego gatunku. Niby kto ma czytać o kobietach, które są pewne siebie, doskonale znają swoje potrzeby seksualne i przezywają właśnie najlepsze przygody swojego życia, jeśli nie dorosła kobieta? Chyba lepiej, jeśli czyta o tym 30-latka, która już wie, że idealny facet to utopia. Nastolatkom mogłoby to jeszcze wypaczyć światopogląd i biedne szukałyby później takiego Greya (Pięćdziesiąt twarzy Greya), Crossa (seria autorstwa Sylvii Day), czy Hardina (seria After) na życie.
Mi te książki robią dobrze na duszę. Chętnie poczytam o bogach seksu, niezwykle bogatych, pięknych i cudownych facetach, którzy w każdym calu są idealni. Poczytam, wzruszę ramionami
i wrócę do rzeczywistości z całkiem normalnym i prawdziwym facetem. A i on nie narzeka na to moje czytanie, bo z niektórych książek można przenieść całkiem ciekawe pomysły do własnej sypialni. Można by zaryzykować stwierdzeniem, że young adult potrafi odświeżać związki. Wiesz, że podobno po Greyu spokojne panie domu ruszyły szturmem do sex shopów? Czytanie jednak bywa niebezpieczne!


Czyli, podsumowując, przepadasz za książkami, które podgrzewają atmosferę. No to teraz
z drugiej strony - po jakie nie sięgnęłabyś za żadne skarby?


Szerokim łukiem omijam książki historyczne, niespecjalnie mnie też ciągnie do kryminałów. Jeśli są to kryminały z dobrym humorem w tle, takie jak pisze Olga Rudnicka, to czytam. Jednak opisy krwawych morderstw zdecydowanie nie są dla mnie. Ciężko mi się również zmusić do czytania książek poruszających trudne tematy - handel ludźmi, traktowanie kobiet w kulturze wschodniej itp. Wiem, że to są ważne kwestie, jednak poruszają we mnie zbyt wiele emocji i jeszcze nie nabrałam tyle odporności życiowej, żeby je czytać.

A Twoi synowie? Podzielają Twoją miłość do literatury?

Tak! Dużo czytamy, zwłaszcza jesienno-zimową porą. Nie przepadają co prawda za bardzo długimi treściami, które trzeba dzielić na kilka wieczorów, więc na poważniejszą literaturę dziecięcą jeszcze przyjdzie czas. Na razie najbardziej lubią wiersze Brzechwy (ostatnio również w wersji piosenek do słuchania), opowiadania o bohaterach ulubionych bajek (np. Kubuś Puchatek) i bajki typu Pinokio, Kot w butach itp. Mamy mnóstwo książek dla dzieci. Arek lubi sam tworzyć swoje opowiadania. Mikołaj natomiast uwielbia kartkować moje książki, bo podoba mu się ich dźwięk i zapach. Mam to samo... myślę więc, że to dobrze wróży!

Na koniec zapytam - którą książkę mogłabyś określić mianem najważniejszej w swoim dotychczasowym życiu?

Chyba musiałabym najpierw swoje życie podzielić na pewne etapy. Mając jakieś 10 lat przeczytałam Pollyannę Eleanor H. Porter i tę książkę do dzisiaj uważam za bardzo cenną i piękną. Myślę, że powinien przeczytać ją każdy, niezależnie od wieku. Dzięki niej zawsze próbuję szukać pozytywnych stron. Gdy byłam nastolatką, moim sercem wstrząsnęła Samotność w sieci Janusza L. Wiśniewskiego. Zaznaczyłam w niej kilkadziesiąt cytatów. Czytając, przeżywałam własne rozterki miłosne i chociaż dzisiaj żyję we względnie spokojnym związku, to nadal uważam, że wrażliwość, którą miał w sobie ON, powinien mieć każdy mężczyzna. To by nam, kobietom, ułatwiło życie ;)
W okresie studiów byłam niepoprawnie zakochana w Rozważnej i romantycznej oraz Dumie
i uprzedzeniu
Jane Austen. Można powiedzieć, że książki te ukształtowały moje podejście do kobiecości. Natomiast platoniczna miłość do pana Darcy'ego została we mnie do dziś.
Ostatnio do grona ważnych książek dołączył Promyczek Kim Holden. Przepiękna opowieść o dziewczynie, która mimo ciężkiego życia i walki ze śmiertelną chorobą, potrafiła uszczęśliwiać ludzi wokół siebie. Wszystko co robiła sprawiało, że ludzie czuli się lepsi. Niesamowita dobroć, optymizm i godne naśladowania podejście do życia. Płakałam nad tą książką podczas czytania i kilka dni po jej odłożeniu na półkę. Często o niej myślę, bo wiem, że to nie tylko fikcja literacka, a prawdziwe emocje, sytuacja, która może spotkać każdą z nas. Dlatego z życia trzeba czerpać garściami i zawsze znajdować jego pozytywne strony. Jak widzisz, nie potrafię wskazać jednej książki!
 


 
Życie Mojżesza od samego początku nie było usłane różami. Jego matka narkomanka porzuciła go od razu po narodzinach, a lata jego młodości przetykane były różnego rodzaju problemami, dzięki którym chłopak zyskał reputację trudnego.

Jest też Georgia. Uwielbia konie i nie odpuszcza, dopóki coś jej się nie uda. A że lubi trudne przypadki, nie powinno dziwić, że Mojżesz, przystojny, lecz nieco przerażający i dziwaczny nastolatek, zafascynował ją niemal od pierwszej chwili.

A jednak relacja, jaką nawiązują ze sobą Mojżesz i Georgia, nie od początku maluje się na różowo. Mnóstwo tu wzajemnego niezrozumienia, emocjonalnego przepychania się i walki o to, które pierwsze ulegnie. Bo to, że któreś w końcu ulegnie i da się temu uczuciu porwać, jest przecież nieuniknione.
Tylko że cała ta historia jest w gruncie rzeczy bardzo smutna, ściskająca za gardło i wzbudzająca w czytelniku poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Ponieważ Mojżesz widzi duchy zmarłych oraz ich wspomnienia, nie raz i nie dwa on i Georgia będą musieli stanąć przed trudnościami, które zaczną piętrzyć się przed nimi właśnie z tego powodu.

Powieść Amy Harmon ma w sobie dużo emocji, ale nie są to emocje z gatunku tych, które towarzyszą wielkim historiom. Prawo Mojżesza jest w porządku, choć bez fajerwerków. Ot, poprawna historia z niezłą fabułą, o której trudno się rozpisywać. Bywają lepsze.

Tytuł oryginału: The Law of Moses
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Editio

Ocena (1-10): 5 - przeciętna